-Co z nią?-spytałam.
-Źle...Nie wiem czy przeżyje.Traci dużo krwi, a ran nie ma...Ciężko oddycha bo ma wysoką gorączkę.
-A jest jakiś sposób jak można jej pomóc?-spytała Harys, a ja spojrzałam na medyka błagającym wzrokiem
-Jest.Ale jest mała szansa że się uda jej pomóc.Jest pewna roślina zielna ale bardzo rzadka.To jest lotos....Biały Lotos.Znaleźć go można na Górze Przeznaczenia.Macie mapę?
-Tak, mamy-powiedziałam i dałam ją medykowi, który zaznaczył gdzie mamy iść.
-Zaznaczyłem wam gdzie jest ta góra.Będziecie musieli pokonać własne słabości, a po drodze spotkacie różne istoty które będą zadawać wam zagadki.Najlepiej jakbyście zabrali ze sobą dwa dodatkowe wilki.
-To dziś zwołamy zebranie.
-A i musicie zdążyć nim będzie pełnia.Inaczej macie już tylko tydzień na odnalezienie lotosu, bo inaczej ona umrze.Ja muszę już iść.Do widzenia.
Medyk wyszedł z jaskini.Wtedy poczułam ucisk w piersi i upadłam na ziemie, a wtedy usłyszałam w myślach:
~Oj źle z tobą będzie.Wiadomości od ciebie brak a my tu mamy twojego braciszka i siostrzyczkę.Jeśli do jutra nie będę mieć wiadomości o Tarze twoje rodzeństwo skończy marnie.
Nagle ból ustał.Wstałam i kazałam Harysie zwołać zebranie a ja zaraz do niego dołączę.Wyszeptałam zaklęcie i przede mną pojawiła się kartka z piórem.Zaczęłam dyktować a pióro samo pisało na kartce.Gdy skończyłam zwinęłam kartkę i pobiegłam na zebranie.Dołączyłam do nich akurat wtedy gdy wszyscy się zebrali.Przypomniałam sobie że nie powiedziałam z Harysem że jesteśmy parą.
-A oni nie wiedzą jeszcze że jesteśmy parą-szepnęłam Harysowi do ucha.
-Ja już im powiedziałem-szepną mi do ucha.
Po tym rozpoczęliśmy zebranie.Opowiedziałam im o sytuacji Tary i że szukamy chętnych na wyprawę.Po moich słowach Harys powiedział kto będzie przez naszą nie obecność "Alfą" a potem wszyscy się rozeszli.Harys powiedział mi żebyśmy się spotkali o zachodzie słońca na polanie Niespełnionej Miłości bo ma mi coś do powiedzenia.Zgodziłam się i szybko pobiegłam do Kotliny Sekretów.Gdy dotarłam położyłam wiadomość na jednej z skał.Już wychodziłam z kotliny gdy nagle usłyszałam:-Poczekaj....
-Ktoś ty?-spytałam po tym gdy zobaczyłam wilka z....skrzydłami??
-Jestem wyrocznią Mei.Nie należę do żadnej watahy...Można powiedzieć że wiem o każdym wilku prawie wszystko.Ale ty..ty masz przeszłość inną niż inne wilki.Jak to powiedzieć?...Pierwszy raz spotkałam się z takim wilkiem.-powiedziała.
-Aha..Mówisz że nie należysz do żadnej watahy.Hmm...Może chcesz do mojej dołączyć?
-Bardzo chętnie, ale wiesz...To miejsce jest dla mnie jak dom w którym nigdy nie byłam wolna niż w tej kotlinie.
-Rozumiem...A może będziesz do mojej watahy należeć tylko że tu będziesz przebywać a ja prawie codziennie będę cię odwiedzać?W mojej watadze przydałaby się wyrocznia.
-Dobrze.Oczywiście od czasu do czasu będę cie odwiedzać.A teraz na mnie czas.
Gdy wyszłam z kotliny zawiał zimny wiaterek.Szłam przez las na polane, gdzie byłam umówiona z Harysem.Szłam przez las gdy nagle usiadł mi na ramieniu orzeł.
-Mogę usiąść ci na ramieniu?
-Taak...
-To dobrze bo mam ci coś do powiedzenia.
-To mów.
-Jutro gdy wyruszycie na wyprawę będę ci towarzyszyć i pomagać w rozwiązaniu zagadek.Gdy uratujecie tą wilczyce ja będę cie trenować.Dobrze?
-Ok.A jak mam się do ciebie zwracać?
-Jestem Mins więc tak się do mnie zwracaj.
Szliśmy i rozmawialiśmy.Gdy dotarłam na polane Mins poleciał.Podeszłam do Harysa.Na przywitanie pocałowałam go, a on to odwzajemnił.
-To co chciałeś mi powiedzieć?-jak to ja ciekawska spytałam.
-Chciałem się ciebie o coś spytać....
-O co?
-No więc -Przerwał i spojrzał mi głęboko w oczy. -Chcę mieć szczeniaki. -Że co mieć?! - Spojrzałam na niego z miną zszokowaną. Ciekawe czy mu kamień na kochany pyszczek spadł czy może na prawdę oszalał. - To nie jest decyzja z dnia na dzień.
-Przecież nie jest z dnia na dzień... - Harys zmarkotniał.
Wtedy pierwszy raz chyba poczułam, że kocham maleńkiego wilczka który jak nie dostanie cukierka od razu humor mu spada.
-Harys.. - Szepnęłam mu do ucha. - Kiedyś dostaniesz niespodziankę ale teraz musisz wykazać się cierpliwością.
Wiatr zatańczył koło niego z jakże wielkiego zadowolenia.
-Jak chcesz, a nie wystarczy, że musiałem czekać na ciebie? - Spojrzał na mnie z kapką jakiejkolwiek nadziei.
-O nie, nie, nie tak to ja się nie bawię. - Zaśmiałam się.
Pocałowałam go na pożegnanie i poszłam do jaskini.Gdy się położyłam podeszły do mnie dwa wilki.Nie znałam ich dobrze.Spytały się czy mogą uczestniczyć.Zgodziłam, się a potem położyłam się w koncie i zasnęłam.Następnego ranka obudziłam się dość wcześnie.Postanowiłam, że upoluje coś dla mojej watahy.Pobiegłam na polanke na której zazwyczaj pasą się sarny,jelenie i łosie.Szukałam wzrokiem największego osobnika.Bez podchodów rzuciłam się w pogoń za zwierzęciem, zanim zaczęło uciekać. Jeśli chodzi o polowania w pojedynkę można by powiedzieć, że jestem od niedawna mistrzynią.Skoczyłam na jelenia i przegryzłam mu krtań.Zwierzna była martwa.Zaciągnęłam ją pod jaskinie choć było ciężko.W końcu dociągnęłam.Byłam zdyszana.Obudziłam wilki które idą na wyprawę.Zobaczyłam że oczywiście śpioch jest niełaskaw się obudzić.Skoczyłam na niego a on od razu się obudził.
-C-co się dzieje??
-Nic kochanie tylko spałeś a ja cię obudziłam-Zaśmiałam się.
Poszliśmy zjeść przed wyprawą to co upolowałam.Gdy się najedliśmy ruszyliśmy w drogę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz