czwartek, 25 kwietnia 2013

Dzień cały wrażeń (cz.9)

  Gdy skończyliśmy jeść dostałam wizji.Widziałam przyszłość w której ktoś nas atakuje.Nagle wizja mi się urwała.
-Musimy stąd szybko uciekać.Przemień się w człowieka.Szybko!-powiedziałam i zaraz dodałam.-Amigo!
  Amigo przyleciał a ja się przemieniłam w człowieka.Powiedziałam Amigo że Harys to przyjaciel.Kazałam Harysowi siąść  na Amigo po czym i ja wsiadłam.
-Amigo zabierz nas stąd!-krzyknęłam.
  Gdy wznosiliśmy się w powietrze nagle z krzaków wyskoczyły jakieś wilki.Spojrzałam na nie i dostrzegłam że one są.....żółte?!To musiała być podobna wataha do lupusów.Na szczęście nas nie atakowały bo zobaczyły że jesteśmy daleko.Wtedy usłyszałam straszny głośny pisk.Gdy tylko się odwróciłam zobaczyłam smoka.Był duży i cały biały.Leciał za nami.Kazałam żeby Amigo go zgubił.Gdy to powiedziałam od razu poleciał w dół a potem zaczął skręcać.Co jakiś czas patrzyłam czy zgubiliśmy już tego smoka.Amigo wleciał prosto do jakiejś jaskini.Smoka już nie widziałam więc uznałam że sobie poleciał, gdy nagle poczułam jakby było trzęsienie ziemi.Zobaczyłam że przed jaskinią spadają kamienie.
-Pewnie tak czeka-powiedziałam szeptem.
  Postanowiliśmy pójść w głąb jaskini.Im dalej szliśmy to było coraz ciemniej.Otworzyłam kule światła, którą trzymałam w ręku.Kula oświetliła nam jaskinie, a wtedy zobaczyliśmy, że doszliśmy do jakiegoś wyjścia z jaskini.Amigo pobiegł sprawdzić czy tam nie ma żadnego zagrożenia.Gdy Amigo zarżał na znak że nikogo nie ma podeszliśmy do niego.Byłam zszokowana.Wszystkie drzewa i trawy były spalone.
-To jest Czarny Las.Tu żyje wataha ognia.-powiedział Harys.
-Aha....To idziemy yyy.....zwiedzać?-spytałam
-Dobrze-powiedział uśmiechają się do mnie.
 Szliśmy przez ten las.Było strasznie ponuro.Wszystko było spalone, w tym trawa.Gdy tylko postawiło się się krok na trawie nie dość że się kruszyła to jeszcze leciał z niej czarny dym.Po dość długim marszu doszliśmy do.....polany pokrytej zielenią? O co chodziło?-pomyślałam.Wtedy zobaczyłam że z krzaków wychodzi Tara.Szturchnęłam Harysa by spojrzał.On powiedział że tam nikogo nie ma.Wtedy usłyszałam w głowie.
~To ja Tara.Ratuj proszę.Jestem w postaci gazu......Nie panuje nad sobą.Pomóż!!Proszę......~i nagle głos w głowie się urwał.
-Harys...Ja..ja słyszałam Tare.Powiedziała że nie panuje nad sobą i każe mi sobie pomóc.
-Ale może to być pułapka....-powiedział ale nie dokończył bo mu przerwałam
-Ja już w jednej jestem.Druga może mi tylko pomóc.
 Powiedziałam i szybko pocałowałam go jakby był to nasz ostatni pocałunek.Zmieniłam się w wilka i skierowałam się w stronę Tary.Po jakimś czasie zaczęło coś mnie od niej odpychać.Tak jakby ją otaczała tarcza.Ale ja się nie poddałam.Szłam dalej.Było coraz ciężej...Miałam wrażenie że moje łapy ważą po 80 kg.Nagle zobaczyłam mocny blask.Wtedy usłyszałam jakby się szkło rozbiło tylko to było o wiele głośniejsze.Blask zniknął a ja zobaczyłam leżącą na trawie Tare.Podbiegłam do niej szybko.Głośno dyszała a jej serce prawie nie biło.Zawołałam Amiga i kazałam mu zabrać Harysa i ją do medyka.
-A ty nie lecisz?-spytał
-Nie..Wy leczcie a ja się trochę porozglądam po okolicy.
-Dobra.
 Amigo się wzbił w powietrze, a ja poszłam przed siebie.Podczas gdy szłam spalonych drzew już nie było.
~Pewnie już minęłam watahę ognia~pomyślałam
 Zaczął wiać zimny wiatr, a z nim padać śnieg.Po niedługim czasie szłam już po zaspach.Zaczęłam trząść się z zimna,a szczęka sama mi się trzęsła.Nie wiem kiedy zemdlałam.Nic nie widziałam ale słyszałam....Wtedy usłyszałam kroki.Chciałam wstać ale coś sparaliżowało moje ciało.Coś mnie wzięło na ręce, a ja wtedy zasnęłam.Obudziłam się w łóżku.Byłam przykryta skórą i w dodatku ubrana w co innego.Wtedy zobaczyłam że ktoś podchodzi do mnie.Był to chłopak, który był strasznie podobny do Vaipera.
-Dzień dobry śpiochu-powiedział i zaraz dodał-Mam na imię Dostan. Jestem Alfą watahy zimy.A ty?
-Jestem Diana ale mów do mnie Di.Należę do watahy....sama nie wiem jakiej....Masz może brata?
-Niestety tak.Nazywa się on Travis.Zrzedł na niewłaściwą drogę.
-Wiem.Miałam okazje go poznać.
-To ci współczuje.Niech zgadnę.....dostałaś od niego zadanie.Prawda?
-Nie wiem czy mogę ci o tym mówić.
-To choć ze mną.
-Dobra.
 Dał mi futerko na ramiona żebym nie zmarzła.Nie szliśmy długo.Dotarliśmy na wzgórze.Aż lśniło od tego wzgórza.
-No.To tu możemy rozmawiać do woli.To jest Wzgórze Światła.Tu nie mają wstępu cienie ani inne stworzenia.
-To dobrze.
-Siadaj.-siadłam i zaraz dodał-To opowiadaj co się stało.
 Opowiedziałam mu całą historie o tym zadaniu i co się dziś stało.On mi powiedział trochę o sobie, a potem ja.Już się zaczęło ściemniać.Dostan powiedział abym jeszcze dziś przenocowała u niego a jutro wrócę do siebie.Gdy wróciliśmy zamieniłam się w wilka i poszłam spać.Dość szybko zasnęłam.Rano obudził mnie blask słońca,który dostawał się przez szpary w chatce.Przemieniłam się w człowieka i wyszłam na zewnątrz.Tylko się wychyliłam z chatki od razu podbiegł do mnie Dostan.
-No to dziś już wracasz, więc postanowiłem spakować ci trochę smakołyków.-dał mi torbę i dodał-A mogę cie trochę odprowadzić?
-Jasne.
 Droga powrotna nie trwała długo niż wtedy szłam się rozejrzeć.Szybko dotarliśmy do jaskini z której tu się znalazłam.Podziękowałam Dostanowi i weszłam do jaskini.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz